piątek, 4 maja 2012

Biwak



Biwak, którego nigdy nie zapomnimy...

     Biwak odbył się w Grodowcu. Na miejsce dojechaliśmy rowerami, a plecaki dotarły dzięki tacie naszej drużynowej. Gdy dojechaliśmy Marti zadzwoniła po Proboszcza, zjawił się chwilę później wraz z panią gospodynią, która otworzyła nam garaż na rowery oraz dała klucze do salki, w której mieliśmy spać. Po wniesieniu przez nas plecaków do salki była chwila na odpoczynek, kto był głodny to coś zjadł, a niektórzy przebrali się po podróży w świeże ubrania. Następnie zaczęliśmy grać w grę Ani- "Bezludna wyspa", gra polegała na tym, że mieliśmy odgadnąć klucz do tego co możemy zabrać ze sobą na wyspę. Później zaczęły się zajęcia. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Zajęcia prowadzili Artur, Wika i Ania. U Artura nauczyliśmy się rysować mapy, u Wiki wyznaczać azymuty, a u Ani oceniać odległość "na oko". W tym czasie, gdy my mieliśmy zajęcia Marti wraz ze swoim tatą pojechała na zakupy po jedzenia na obiad. Gdy wrócili Marti zaczęła nas uczyć musztry. Poznaliśmy jak tworzy się dwójki i czwórki w szeregu. Następnie zabraliśmy się za kuchnię polową. Po jedzeniu przyszedł czas na kolejne zadania. Mieliśmy zawiązać na różnych obiektach 5 wstążek i narysować mapę, aby drugi zastęp- chłopców mógł odnaleźć pozostawione rzeczy. Gdy minął czas na rysowanie map zamieniliśmy się nimi i Halit miał odnaleźć wstążki chłopaków, a Burza nasze. Niestety nasz zastęp znalazł tylko jedną na pięć wstążek, a Burza cztery. Gdy wróciliśmy czekały na nas już kolejne zadania była to mini olimpiada. Należało: złożyć i rozłożyć namiot, ułożyć lilijkę i Krzyż Harcerski i wytłumaczyć ich symbolikę, zakraść się do Wiki, ułożyć piramidę z nas samych oraz przejść most linowy. Po zakończeniu olimpiady przebraliśmy się w mundury i poszliśmy na ognisko. Ognisko rozpalili Artur i Ania, a strażniczką ognia została Madzia. W trakcie ogniska przyszedł do  nas pewien pan, który powiedział, że też kiedyś był harcerzem i działał w Głogowie oraz zaprosił nas na grilla. Zgodziliśmy się, ale pan szybko musiał wracać i przyniósł nam jedzenie chwilę później. Po ognisku Madzia i Marti zostały, by zagasić ognisko, a my zanieśliśmy jedzenie do salki. Następnie przebraliśmy się wszyscy w piżamy oraz rozłożyliśmy karimaty i śpiwory. Następnie była kapliczka, a później poszliśmy spać. Następnego dnia poszliśmy z rana na mszę. A później brat Marti zabrał nasze plecaki do Głogowa, a my wyruszyliśmy do domu. Podróż była krótsza niż ta pierwsza i dojechaliśmy wszyscy szczęśliwie do Głogowa.
Przygotowała Weronika Husar



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz