wtorek, 17 kwietnia 2012

Zlot XX-lecia 2009


ZLOT XX-lecia ZHR - Koronowo !

Na zlocie w podobozie Okręgu Dolnośląskiego panowało ogólne hasło „Wyśpisz się w domu”, co z tego wynika, iż program był bezlitośnie napięty. Miasto- Koronowo, malownicza okolica. Dokoła las, rześki zapach ściółki i jeziora Koronowskiego. Nic więcej nie trzeba, aby z zapałem zacząć nowy dzień. Tyle wstępu. Przejdźmy do tego, co się działo, a działo się. I to jak!

Niedziela, 2.08.2009r. Dzień pierwszy- przybycie.
„Zebraliśmy się tu dzisiaj”, aby przeżyć jakże interesującą, dwunastogodzinną podróż pociągiem. Z rana wsiadłyśmy do pociągu byle jakiego w składzie: Ania, Krecik, Kasia O, Aga Faryj, Marysia i Justyna. Przesiadek było bodajże 4. We Wrocławiu zagarnęłyśmy do ekipy Aneczkę, więc już w pełnym towarzystwie mogłyśmy dojeżdżać na miejsce. Podróż- makabrycznie męcząca. Wszyscy spali. Od czasu do czasu jakaś rozmowa, piosenka i takie tam. Jak to bywa w pociągu. Gdy już dojechałyśmy szczęśliwie do Kotomierza, podjechał po nas autobus, jednakże nie byłyśmy same, cały Poznań i Wrocław musiały się pomieścić. Jechaliśmy na kilka tur. I wreszcie Koronowo! Wszystkich ciekawość ściskała „co nasze dziewczyny wybudowały”. Kilka dni wcześniej na pionierkę pojechały: Wika, Marti, Karola i Aga. Zawinięte w chiński paragraf w niebieskim autobusie dotarliśmy na miejsce. Plecaki na plecy i goł, goł, goł do obozu. Wszystkim harcerkom dech w piersiach zapierało, gdy widziały okazałe bramy wykonane przez Wielkopolskę i Górny Śląsk. Ile to pracy musiało kosztować. A co najciekawsze- piękny i okazały „ZetHaeR”- statek zbudowany przez komendę zlotu. Po przemarszu, wykończone ujrzałyśmy podobóz Dolnego Śląska. Gdy przekroczyłyśmy „bramę” z otwartymi rękoma przywitały nas Wika, Marti, Aga i Karola. Namioty były rozstawione. Pozostała nam jedynie drobna pionierka i zdobnictwo. Po wykonaniu przeróżnych zadań nadszedł czas na mszę świętą pod „ZetHaeR-em”. Gdy nastał zmierzch Okręg Dolnośląski pożegnał dzień i zapadł w błogi sen. Tak, tak trzeba się wyspać. Następne dni wymagają o wiele więcej energii niż ten.
Poniedziałek, 3.08.2009r. Dzień drugi- rozpoczęcie zlotu.
Ach, początek tygodnia- początek pracy. Po pobudce naszedł czas na wypełnienie identyfikatorów. Takie kłopotliwe kartki papieru. Ale najpierw przywitanie słonecznego i parnego dnia oraz śniadanie ze strasznych cateringowych białych pudełek- horror każdego harcerza i harcerki. Oczywiście dokończyłyśmy pionierkę i po południu przyszła pora na apel otwierający zlot w gnieździe dolnośląskim. Komendantką była Maria Żurko. Po zameldowaniu odmaszerowałyśmy zgraną grupą na plac apelowy, gdzie miał odbyć się apel rozpoczynający zlot wszystkich gniazd. Gdy wszyscy po drodze nawdychali się kurzu, nadszedł czas na ustawienie się do apelu. Półgodzinna męczarnia, ale uzyskano pożądany efekt- ok. 3500 harcerzy i harcerek ustawionych w dwunastkach na dwu hektarowym placu. Naprawdę robiło wrażenie. Rozpoczęcie to trwało ponad 2 godziny. Wystać tyle na prażącym słońcu, to nie lada wyzwanie. Zlot oficjalnie otwarty! „Bum!”- wystrzeliła armata. Po apelu w planie było wspólne zdjęcie. Tym razem ustawianie również trwało ok. pół godziny. Następnie „paparazzi!”- kilka ujęć i już. Piękne. Po prostu arcydzieło. I pomyśleć, że to jeszcze nie wszyscy harcerze w całej Polsce. To zaledwie połowa. Ta myśl od razu poprawia humor. Następne w planie było ognisko zlotu. Co jeszcze może dzisiaj nas zaskoczyć?Chyba nic . Dzisiaj wszystko ma wielkie rozmiary, a szczególnie nasze zlotowe ognisko  Wszystkim szczeki opadły .. a my usiedliśmy w kręgu i czekaliśmy na rozpalenie tego dzieła J wyznaczenie harcerze i harcerki podeszli do wielkiego stosu drewna . Błysnęły zapałki i uleciały pierwsze skry .. ogień rósł i rósł a my z niecierpliwością czekaliśmy na dalsze efekty. :) Wtem usłyszeliśmy ciche „płonie ognisko i szumią knieje” . Ah jak ta piosenka na nas działa . Podczas ogniska prezentowane były także elementy zlotu i śpiewaliśmy różne piosenki . Czuliśmy atmosferę ognia i upajaliśmy się szumem drzew. Po zakończonym ognisku udaliśmy się do gniazd na spoczynek.

Wtorek. 4.08.2009 – Dzień trzeci czyli łapiemy Kopernika .:)
Pobudka pobudka wstać !
Oj znowu ten dźwięk . Jak my nie lubimy tych słów. Dopiero się położyliśmy a już każą nam wstawać . Ale bez większego marudzenia otrząsnęliśmy się i szybko ubrałyśmy w mundury . Każda z nas chciała zobaczyć Toruń. Piękne miasto z wieloma ciekawymi atrakcjami . Tak więc koło godziny 6 rano wszyscy razem udaliśmy się na parking zlotowy gdzie czekały już na nas autobusy , które miały nas zawieźć na stacje . wsiadłyśmy w pociąg na który czekałyśmy dłuższa chwilkę zajadając śniadanie i odjechałyśmy . W pociągu nie miałyśmy nawet ochoty na śpiewanie takie byłyśmy śpiące . :) Celem zwiedzania Agatek był wcześniej przydzielony Dom Kopernika oraz Zamek Toruński. Bez większych problemów dotarłyśmy z pomocą mapy na miejsce zwiedzania. W domu Kopernika było fantastycznie … no poza tym ,ze „Leśni” ciągle ściągali od nas odpowiedzi do zadań .. ale przecież harcerstwo to pomoc i braterstwo J  Długie spacery drużyna po Toruniu , a wieczorem … czekała na nas niespodzianka . koncert !!! Jednym z zespołów tam grających był „Dom o zielonych progach” … od razu przeniosłyśmy się myślami na połoniny i górskie szlaki słysząc ich piosenki . Było bardzo fajnie . Koncert skończył się dośc późno tak więc od razu po jego powrocie udałyśmy się spać . :)

Środa 5.08.2009 - gra wlesie par druzyn harcerek
Gdy tylko zza horyzontu pojawiło sie słońce, usłyszałyśmy upiorne trzeszczenie trąbki. To pobudka. W vademecum pisało, że dziś jest gra w lesie par drużyn harcerek. Jeszce większe O niee! Wygramoliłyśmy sie z namiotów, odbyłysmy poranną toaletę i heya. Poszliśmy do lasu narobisz hałasu. Przydzielono nam mapkę i kawałek materiału. Bodajże dostalismy zeszyt na "kronikę".
Nam znajdowanie miejsca w lesie zajęlo chyba najwięcej czasu! Gdy już szczęśliwie usiadłyśmy w kółku, okazało się, że koło nas jest mrowisko. Zawsze mamy takie szczęście. Nareszcie znajexlismy zdalne do użytku miejsce. Przeczytałysmy kartkę z zadaniami. Było tam m.in. Zrobienie ostrokołu, strefy walki o flagę, stanowisko kronikarza, zdobywczyń.Hurra zrobiłyśmy to co do nas należało, ale Agat tak czy siak jak zwykle nic nie robił. Zdobywczynie biegały po lesie i próbowały zdobyc jakakolwiek flagę. Bezowocnie. Niektórke druzyny nie grały fair. Wieszały flagi albo za wysoko, albo na gałęzi na 30 supłów. Kamikadze. Nic z tego :) najlepsza była akcja z naszym "sztandarem".Przyszły jasieś 3 zdobywzcynie. Nie wiadomo o co zaczely sie kłócić ze strażniczkami. Jedna z przypyłych dziewczyn popchnęła stzregcych flagi i (jak to ujeto w leśnej kronice) tak z odruchem padaczki staciła kawałek materiału i zwiała. W takim momencie cisnie sie na usta tylko wielki LOL. Pozostaly czas przemkną nam między palcami i nim nie mrugnełyśmy okiem znalazłyśmy się z powrotem na pryczach. Dobranoc.
Czwartek 6.08.2009 Dzien piąty ??? igrzyska sportowe ZHR w Bydgoszczy.
Co w tym dniu będziemy robić widać w tytule.Wybieramy się do Bydgoszczy. Nie opisuja cporannych wydażeń (bo chyba wiadome co sie robi rano) przejdziemy już do oczekiwania na pociąg. Tradycyjne sniadanie z białego pudełka ??? czyli pomidor, dwa plasterki szynki, ogórka i syrnika ( wszystko ubabrane w maśle. Musiało wygladać apetycznie), tyle że spożyte na chodniku. Składanego stołu nam nie zafundowali. Tak więc po półgodzinie wpakowałyśmy się do autobusu i jak sardynki sajęłyśmy komfortowe miejsca stojące.Półtorej godziny to meczarnia. No cóż. Dotarliśmy na miejsce. Z miejscami na stadionie poszczęściło się. Zajełysmy miejsca VIP-owskie, ale nie na długo. Wygonili nas stamtąd na twarde zimne plastiki :DA teraz o tym, co tam sie działo.A działo się pzeróżne konkurencje, zawody, np.: biegi krótko i długodystansowe, skok w dal, turniej strzelecki i inne ciekawe zajecia. Jako jedyna z naszej drużyny nagrodę za strzelectwo dostała Justa.Przynajmniej teraz bedzie wiedziała jak kogos postrzelić. W spaniale co? Poza tym, ze na zewnatrz panował skwar i duchota nie stracilismy sił na krzyki i wrzaski dopingujace zawodników. Dzień upłyną pod znakiem zabawy. Pow szystkim zjedliśmy przepyszny (ble) obiadek. A co to było? Tak zgadliście gulasz z chlebem. Po igrzyskowych zmaganiach czekał nas jeszce w nagrode koncert. Ze stadionu koluną musielismy przejść przez pół mista na stary runek, gdzie czekał na sas zespół "Na bani" i "Dom o zielonych progach". I jak to zwykle na koncertach bywa ??? było głośno wszyscy zdzierali gardła i skakali. Po takiej zabawie, w pociagu zajęłysmy miejsca leżące, czyli jedna na drugiej. Włucząc nogami po lesnej sciółce, prznęłyśmy głowa w poduszka i wcisnełysmy przycisk rozłącz, inaczej: poszłyśmy spać.
Piątek 6.08.2009 czyli pokaz naszych umiejętności :)
wędrówki druzyn (EXPO) i wieczorna Misterium
Tego dnia pozwolono nam skorzystać z czynności, którą nazywamy odpoczynkiem. Pospałyśmy dłużej, porządnie się umyłyśmy we wyiskającej oczy z orbit wodzie, a że małymi kroczkami zbliżał się koniec ??? zaczęlysmy sprzatac w namiocie. Gdy już wszystko byo na miejscu zaczęlyśmy swoje Expo. Nasze gniazdo ??? niezbyt imponujące, ale na rozrbiórkę będzie mało. Nasza drużyna (właściwie to Ania i Wika) poprowadziła zajecia tworzenia papierowych koszyczków. Wypadło świetnie. Gdy skonczyłyśmy to i owo wybrałysmy sie nad jezioro . Jedni sie kąpali, jedni grali w piłke i ogólnie miło spedzałysmy czas. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz